Garbus (Demarczyk Ewa)

Mrze garbus dosyć korzystnie: W pogodę i babie lato. Garbaty żywot miał istnie, I śmierć ma istnie garbatą. Mrze w drodze, w mgieł upowiciu, Jakby baśń trudną rozstrzygał, A nic nie robił w tym życiu, Jeno garb dźwigał i dźwigał. Tym garbem żebrał i tańczył, Tym garbem dumał i roił, Do snu na plecach go niańczył, Krwią własną karmił i poił. A teraz śmierć sobie skarbi, W jej mrok wydłużył już szyję, Jeno garb jeszcze się garbi, Pokątnie żyje i tyje. Przeżył swojego wielbłąda O równą swej tuszy chwilę, Nieboszczyk ciemność ogląda, A on — te w słońcu motyle. I do zmarłego dźwigacza Powiada, grożąc swą kłodą: "Co ten twój upór oznacza, Żeś w poprzek legł mi przegrodą? Czyś w mgle potracił kolana? Czyś snem pomiażdżył swe nogi? Po coś mię brał na barana, By zgubić drogę w pół drogi? Czemuś łbem utkwił na cieniu? Z trudem w twych barach się mieszczę! Ciekawym, wieczysty leniu, Dokąd poniesiesz mnie jeszcze?"